Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grunwald. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grunwald. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 marca 2013

medieval na szydełku

szybka bardzo robótka, dwa popołudnia zaledwie.
zdjęcia paskudne, bo z ręki , i z użyciem lustra (hipsta mode).





płatny wzór dostępny jest na Raverly (sir knight helmet), jednak spokojnie można poradzić sobie bez.

technicznie:
najtańszy akryl (1.4 kłębka), szydełko nr 5


piątek, 6 lipca 2012

statystyki

odkryłam statystyki w ustawieniach bloggera. i jestem zachwycona słowami kluczowymi po których przekierowuje ludków do mojego bloga.
oprócz standardowych "steampunk", "jałmużniczka", "stalowy gorset" czy zupełnie banalnego "szoszonka" ewentualnie "szoszonka blog" mam też cudeńka.

"jak zepsuć piekarnik" mnie rozczulił, ale na łopatki powaliła mnie taka fraza:  "kulka proteinowa na nitce"

tymczasem szyje się i dzierga również. szyje się rudy dublet a dzierga chusta z kroplami rosy z dawno temu zakupionej estońskiej wełny.
jutro wybywamy zaś  na Heńka, na koncert mojego nowego-starego objawienia muzycznego.


poniedziałek, 25 czerwca 2012

dzieje się

żeby nie było, po kontrowersjach związanych z niebiesko-czerwonym kapturem nie zaprzestałam produkcji ubranek.
mam zamówiony dublet - pierwszy od dwóch lat! (troszkę mam stracha) i szyję sobie nowy projekt.
o taki:


wtorek, 5 czerwca 2012

wszelka zbieżność jest przypadkowa

czyszczę ostatnio szafę z tkaninami, a żeby nie wystawiać na popularnym portalu aukcyjnym kawałków tkanin przerabiam je na drobne elementy ubioru - czyli najczęściej kaptury (o których już tu pisałam i pokazywałam), ale również nogawiczki, skarpetki, trochę bielizny (gacie w dwóch rodzajach i koszule). nie mam tylko serca do giezeł:]
jako, że przerabiam resztki po poprzednich projektach, kawałki wełen, które mam do dyspozycji są raczej niewielkie. Kaptury szyję zawsze z podszewką i chcę żeby były rekonstrukcjami - zatem zestawy kolorystyczne muszą być jak najbardziej kontrastowe.
tak tez powstał kapturek beżowo-niebieski i niebiesko-czerwony (a w produkcji mam jeszcze szaro-czerwony, niebiesko-brązowy, kremowo-czerwony i kremowo-niebieski).
z tego co wiem, wzory z epoki, jak i zestawienia kolorystyczne (szeroko przecież opisywane w literaturze fachowej) nie są objęte ochroną prawa autorskiego.
jak myślicie, moi nieliczni czytacze?

niedziela, 3 czerwca 2012

by ciepło było

pogoda nie rozpieszcza, a moje zasoby wełen są nieprzebrane. :]
stąd też kolejnym cieplejszy kaptur. niebieska wełna (średniej grubości, ale bardzo zbita więc i ciepła) podszyta czerwonym lnem. wszystko szyte absolutnie ręcznie, w zaledwie dwa wieczory przy Castlu (polecam serial, jest świetny)

kaptur szuka nowego domu^^


piątek, 1 czerwca 2012

festiwal kapturów

mimo, że w tym roku znowu nie wybieramy się na Grunwald i chyba na żadną inną medievalną imprezę szyję z doskoku:] nie ma to jak gorączka w oczach i szycie po nocach.^^

obszywam resztki z moich przepastnych zapasów wełen (o  dziwo lnów znowu mam bardzo mało, a zazwyczaj bywało odwrotnie) i przekształcam je w kaptury. jeden już skończony i znalazł nowego właściciela dość szybko. kolejne dwa w trakcie szycia i jeszcze dwa wykrojone czekają na swoją kolej. a co tam, zakapturzę się w tym roku:]

beżowa wełna z wyraźnym splotem i niebieska lniana podszewka. szyty ręcznie oczywiście.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Grunwald express.1.2

kolejne medievalsy, nie do końca ekspresowe.

kapturek Pauliny, jeszcze bez dziurek :]

z czerwonej (nie takiej malinowej jak na zdjęciu) welny, na granatowej podszewce. 10  sukiennych guzików, czas wykonania - 2.5 h (kolejny rekord:]). maszynówka, ręczne wykończenia.

i jałmużniczka Basi. tutaj czas wykonania był zdecydowanie dłuższy, coś około 65 h. z przebojami i przygodami, ale się udało. mam nadzieję, że właścicielka będzie zadowolona:]

widok na całość

i zbliżenie na ściegi

 wzór jest czternastowieczny, wyszywana na bawełnie bawełnianymi nićmi. chwościki i sznureczki tyż są bawełniane. całość wykonana w 100% ręcznie.

sobota, 9 lipca 2011

Grunwald express

pobiłam dziś życiowy rekord w szyciu na czas. sukienka od stadium 5 metrów lnu do stadium gotowa do założenia - 6h 45m. szyta maszynowo (żeby nie było), wykończona ręcznie.
do kompletu powstaje jeszcze kapturek.

zbliżenie na dziurki. w sumie w sukni są 22.

i cała suknia. zdjęcie niewyględne, kieca wygnieciona i w mydle jeszcze.
Paulina chyba jest zadowolona:], suknię przed chwilą odebrała.
ale żeby nie było tak różowo, odezwał się mój feler - dół jak zwykle jest krzywo podcięty. szczęśliwie za długo, niż za krótko, ale jednak nie jest doskonały.
zdjęcia takie sobie, robione na szybko na drzwiach. suknia jeszcze z nieobciętymi nitkami, wygnieciona, w mydle i bez sznureczka.
ale i tak jestem z siebie szalenie dumna:]

piątek, 8 lipca 2011

pozytywności

kurcze, same pozytywności mnie ostatnio spotykają, tak że wróciła mi wiara w ludzi. czasem potrzebny jest taki pozytywny zastrzyk, mimo że wszystko niby jest ok.
miałam spory problem z transportem mojej magicznej przesyłki z Kostrzyna nad Odrą do domu, w pewnej chwili wydało mi się to prawie niemożliwe. poprosiłam kilka osób o przysługę, niektórych nawet nie poznałam jeszcze nawet osobiście i odzew szczerze mówiąc przerósł moje oczekiwania. Jesteście fantastyczni! na prawdę!
a Ryba to już w ogóle mój idol jest. i czapka batmana na niego czeka:]
nie jedziemy na Grunwald w tym roku, po części dlatego że nie dopilnowaliśmy urlopów, po części natomiast dlatego, że chyba muszę od tego wszystkiego odpocząć. jednak troska i reakcje przyjaciół na tę wieść zaskakują mnie bardzo pozytywnie.tak jak napisałam przed chwilą, czasem potrzebny jest taki pozytywny zastrzyk i poczucie, że jednak jest się komuś potrzebnym:]
myślałam, że w tym roku nie będę szyła niczego na ostatnią chwilę, jak to zazwyczaj ma miejsce. w końcu zostajemy w domu, więc nie potrzebujemy nowych ciuchów. jednak dostałam zlecenie na wczoraj i dziergam suknię przeuroczej Paulinie. i kurcze, to jest to, czego mi brakowało. początek lipca i obszywanie dziurek nocą :D
zdjęcia nowych mediewalsów pojawią się jak tylko je skończę.
suknia Pauliny i kapturek do zestawu, jałmużniczka Basi i purpoint (szyty dla pana męża, który jednak trafi do Roberta).

czwartek, 22 lipca 2010

tour de Grunwald. po.

zdjęcie Marty

wróciliśmy. po tygodniowym skwarze i niedzielnej powodzi. przebiliśmy się przez mega korek i woodstockowe błoto przed obozem oraz pokonaliśmy górę śmieci. turystom, jak co roku, zabrakło wyobraźni, stąd gromy na organizatorów w prasie. dla mnie, rekonstruktora, to był chyba najlepszy Grunwald od 2003.


tradycyjnie odbywały się warsztaty terapii zajęciowej



ze względu na upały mroczyliśmy w bieliźnie. zdjęcie Ryby

wtorek, 13 lipca 2010

tour de Grunwald.

START!

tour de Grunwald. 1... nocne szycie

jeszcze tylko 2 koszule, 2 giezła, czepiec rogaty, chaperon, dublet, i  2 sukienki :D 
i możemy jechać

niedziela, 11 lipca 2010

tour de Grunwald. 2... pokaz na Zamku w Olsztynie

Dzięki gościnności Konwentu Św. Piotra z Olsztynka wraz z Gosią i Darkiem wzięłam udział w turnieju na zamku.poudzielaliśmy się w scenkach, Darek postrzelał z hakownicy, a w między czasie zrobiłam Gosi krótki kurs przędzenia na wrzecionie. nie byłabym sobą nie mając pod ręką niczego do szycia, zatem wykańczałam nowy dublet małżonka.
przede mną jeszcze trochę szycia na Grunwald, ale jest zdecydowanie lepiej niż w zeszłym roku:]



zdjęcia zrobiła nam Marta

sobota, 10 lipca 2010

tour de Grunwald. 3...

suknie uszyte. jak na razie dwie moje:] biała cotehardie chaosu i czarna spodnia.
w purpoincie brakuje guzików.
we wdzianku elektora podszewki
pobijam życiowe rekordy w szyciu na czas:]

środa, 7 lipca 2010

tour de Grunwald

w telegraficznym skrócie:

* do wyjazdu na Grunwald - 5,5 dnia i jestem na dobrej szyjącej drodze:]
* w konkurencji szycie dubletu na czas pobiłam mój życiowy rekord
* purpoint ma się coraz lepiej, chociaż szycie rękawów z wykroju de Blois jest makabryczne i przypomina patchwork. dziś rano wszyłam rękaw, dopasowałam zapięcie (starałam się zrobić bombkę na klacie i nie wzięłam pod uwagę, tego że mi się materiał skurczy), przeraża mnie jeszcze konieczność zrobienia guzików i obszycie miliarda dziurek, ale mam plan wyszyć na gotowym już ciuchu małżonkowe lwy herbowe złotym jedwabiem
* moja cotehardie, po przejściach, nada się do noszenia (brakuje jej jeszcze guzików i dziurek
* spodnia pod cotehardie nadal niewykrojona

ale spokojnie, mam jeszcze 5,5 dnia  :]

aha i zakleiłam skrzydełko wrzeciona w kołowrotku. ma nadzieję, że teraz będzie nie do ruszenia
i zgłosiłam się do candy :] do obejrzenia tutaj

poniedziałek, 5 lipca 2010

progress, mimo dnia chaosu i mroku

dzień mroku

są niekiedy takie dni, że nic nie wychodzi. i właśnie mam taki dzień. do wyjazdu na Grunwald został ledwie tydzień, a ja, jak co roku o tej porze jestem jeszcze w proszku. przynajmniej zamówienia skończyłam:]
pikowałam dziś rękawy purpointa małżonka i okazuje sie że po pozszywaniu wszystkich warstw się nie schodzą. moja biała cotehardie wyszła pierwotnie w obszerności worka, po zwężeniu nie mieszczę sie w niej w biuście (ratunkowo będę wszywać kliny pod pachy, jednak sukienka pójdzie na sprzedaż). mam wełne na suknie spodnią i totalny brak czasu na wycięcie i zszycie. aha, i jeszcze jedno, w nowym dublecie małżonka, lekkim, len na bawełnie, zabrakłoo mi lnu na jeden rękaw. a najgorsze że materiał kupowałam jakoś na resztkach i przez internet, zatem nie ma opcji by zdobyć brakujący kawałek. grrrr!

to naprawdę nie najlepszy dzień nna szycie:/

wtorek, 22 czerwca 2010

purpiont. progres

wzięłam się poważnie za purpiont małżonka (po prawdzie żeby zmienić sobie kolor roboty - wykańczam bowiem fioletowo-żółta houppelandę). purpoint jest z czarnej, strzyżónej, kaszmirowej wełny (wygląda nieco jak aksamit), na lnianej podszewce. w wypełnieniu mamy len w płatach, wełnę w płatach i ręcznie robiony filc. pikowanie niestety chyba będzie maszynowe, ale poprawione ręcznie.
przygodę z szyciem tego ciucha popieram wszechwiedzą internetu, szczególnie tym opracowaniem. niestety z rozpędu zrobiłam parę błędów - jeden w korpusie: plecy są cztero- zamiast dwuczęściowe (niepotrzebny szew pionowy, jednak zabrakło mi wełny by zrobić poprawkę), oraz kilka poważniejszych w rękawach.

 zdjęcie z sieci

wykrój rękawów jest koszmarny, zważywszy na mój nie najlepszy zwyczaj nie produkowania papierowych wykrojów. mażę sobie od razu wszystko na tkaninie i nie zwróciłam uwagi na kilka istotnych, jak się okazało szczegółów.
po wyrysowaniu wszystkiego (żałuję, że nie zrobiłam zdjęć przed skrojeniem) wydawało mi się, że niektóre rozwiązania techniczne są bez sensu i nie będzie to odpowiednio działało. jednak po zszyciu wszystkich elementów (oraz dodaniu kilku nowych ze względu na babole przeze mnie popełnione) rękawy działają zadziwiająco dobrze, a podkrój łokci jest po prostu boski!
jutro od rana czekają mnie zabawy z houppelandą, natomiast po pracy zamierzam przepikować i pozszywać części purpointa oraz zrobić guziki. na weekend natomiast planuję wykończenia. (trzymajcie kciuki za te ambitne plany)

piątek, 4 czerwca 2010

naailbinding. skarpetki

udało się:] w końcu zrobiłam skarpetkę (na razie jedną), która wygląda jak skarpetka i działa! druga już jest w produkcji. użyłam stu procentowej, szarej włóczki wełnianej, a że jest ona dość gruba, robi się szybko i szybko widać efekty pracy. jedynym jej minusem jest cena, niestety, oraz to, że schodzi dość szybko. na jedną skarpetę zeszło mi około 1/3 kłębka.
skarpeta jest jeszcze daleka od doskonałości. przy pięcie udało mi się stworzyć małą strefę chaosu (tak jak w zielonej rękawiczce), jednak po poprawkach zbytnio jej nie widać. ścieg, którym pracuję wydaje mi się moja własną interpretacją ściegu oslo - niby uczyłam się oslo właśnie i pracuję wg tej instrukcji, jednak moje pętelki wygladają inaczej niż wszystkie inne robione oslo.


skarpeta jest bardzo miękka i dość rozciągliwa, tolerancja rozmiarów to od 39 (moje stopy - jest ciut przydługa) do 42 (a pewnie i więcej).
w planie mam jeszcze rękawiczki trójpalczaste z tej samej wełny.

wtorek, 25 maja 2010

festiwal nogawiczek

aparat ciągle popsuty. tymczasem trwa festiwal nogawiczek :] szyję je już praktycznie hurtowo, zarówno maszynowo, jak i ręcznie.
poza tym czapeczki, kapturki, sakieweczki i inne drobiazgi z resztek. nie mam natomiast weny na duże projekty, suknie i inne takie.
----------------------------------------------
w Chorągwi zaś znowu nieciekawie.