kupiłam krosna. w maju. na końcu świata, bo w Kostrzynie nad Odrą.
miałam je odebrać w czerwcu przy okazji turnieju w Międzyrzeczu - nie wyszło ze względów żylno-chorobowych. drugim podejściem była próba przewiezienia ich przez znajomych (tu chylę czoła przed Rybą) na grunwald - nie zmieściły się do busa.
więc w końcu sami ruszyliśmy w trasę.
pojechaliśmy po nie w piątek, zrobiliśmy prawie tysiąc kilometrów spędzając w samochodzie coś koło 17 godzin. wiem już, że się da pojechać pod granicę z Niemcami i wrócić za jednym razem. wiem też, że to nie jest do końca rozsądne i raczej nigdy w życiu nie będę chciała takiej epopei powtarzać.
wiem też, że mój pan mąż, który był naszym jedynym kierowcą jest wspaniały.
bałam się, że będą gigantyczne. są zaś niemal kompatybilne z samochodem, gdyby ramki udało się nam rozłożyć na deski spokojnie weszłyby do bagażnika. (ramki musiały jednak jechać na dachu). po złożeniu nie powinny przytłoczyć pokoju, w którym będą stały (a który miał być w planie naszą sypialnią - jak już mówiłam, mój pan mąż jest wspaniały - nie protestował przed zmianą planu zagospodarowania przestrzeni w mieszkaniu).
nie polecam mimo wszystko drogi krajowej numer 22 (choć ruch jest niewielki nawierzchnia jest fatalna).
chwilowo nabytek leży w piwnicy, w sobotę po południu, gdy już się wyspaliśmy, przenieśliśmy całość z garażu do domu. teraz muszę jeszcze tylko uprzątnąć przestrzeń w pokoju krośnianym i możemy przystąpić do składania ich w, mam nadzieję działającą, machinę. nie wiem czy są kompletne. pan Waldemar, od którego je kupilam, też nie był tego pewien. ale wyglądają zacnie bardzo.
na zdjęciach proces montowania ładunku na dachu (pan mąż i pan Waldemar) i szybki rzut oka do bagażnika.
niedziela, 14 sierpnia 2011
sobota, 13 sierpnia 2011
wakacje 2011
juhu, wrócilim z wakacji:]
co prawda, nie pojechaliśmy na Visby, ale i tak było fantastycznie. wyruszyliśmy do Zakopanego, przez Warszawę i Kraków. a że pkp robiło nam dość potężne problemy z przejazdami postanowiliśmy dać zarobić pll lot. lot był uroczy, trwał jakieś 20 minut i nie zdążyłam nawet przeczytać gazety:]
zakopane, jak zawsze strasznie zatłoczone. za to góry jak zawsze fantastyczne.
udało się nam pieszo zdobyć Kasprowy i odbyć genialną wycieczkę dolinami pod hasłem "droga biegnie wciąż w przód i w przód"
szlak na Kasprowy momentami przypominał Krupówki, ale i tak było pięknie.
po drodze udało nam sie nawet strzelić sobie słit focię:]
po tygodniu w górach wpadliśmy jeszcze na chwilę do Krakowa. Kraków, jak zawsze, zachwycający:]
nadal istnieje bar mleczny na przeciwko kościoła św. Andrzeja na starówce, w którym ostatni raz byłam jakieś piętnaście lat temu. (swoją drogą, wow jak ten czas leci). zwiedzanie Wieliczki odbywało się chyba szybciej niż to pamiętam z ostatniej wizyty. centrum manghha interesujące wielce. starówka genialna. polecam pijalnię Wedla, dzielnie pracowałam tam na moja cukrzycę:]
i jak co roku, urlop był za krótki.
co prawda, nie pojechaliśmy na Visby, ale i tak było fantastycznie. wyruszyliśmy do Zakopanego, przez Warszawę i Kraków. a że pkp robiło nam dość potężne problemy z przejazdami postanowiliśmy dać zarobić pll lot. lot był uroczy, trwał jakieś 20 minut i nie zdążyłam nawet przeczytać gazety:]
zakopane, jak zawsze strasznie zatłoczone. za to góry jak zawsze fantastyczne.
| z Hali Gąsienicowej |
| z Kasprowego |
udało się nam pieszo zdobyć Kasprowy i odbyć genialną wycieczkę dolinami pod hasłem "droga biegnie wciąż w przód i w przód"
szlak na Kasprowy momentami przypominał Krupówki, ale i tak było pięknie.
| w drodze na Kasprowy |
po drodze udało nam sie nawet strzelić sobie słit focię:]
| słit focia |
po tygodniu w górach wpadliśmy jeszcze na chwilę do Krakowa. Kraków, jak zawsze, zachwycający:]
| jak Kraków, to koniki |
| i moje nowe ukochane miejsce - sklep z misiami:] |
z rzeczy bardziej przydatnych - polecam z czystym sercem hostele sieci Moon Hostel - dobre ceny i fantastyczna obsługa. a lokalizacja (przynajmniej tego w Warszawie i Krakowie (Hostel Plus) jeszcze lepsze). nie do końca natomiast jestem zadowolona z pensjonatu U Drwala w Zakopcu, ostatnio udało mi się znaleźć lepsze miejsce do spania.
i jak co roku, urlop był za krótki.
środa, 13 lipca 2011
grunwald ekspress. zaległe zdjęcie
dziś zaległe zdjęcie sukni, którą szyłam w zeszłym sezonie.
prosta, ośmioczęściowa (plus rękawy) sznurowana z przodu. szyło mi się ja idealnie, nawet mimo sztukowania resztek w klinie z tyłu:]
zdjęcie niecnie ściągnęłam z albumu Moniki, mam nadzieję, że nie będzie mi miała za złe.
prosta, ośmioczęściowa (plus rękawy) sznurowana z przodu. szyło mi się ja idealnie, nawet mimo sztukowania resztek w klinie z tyłu:]
zdjęcie niecnie ściągnęłam z albumu Moniki, mam nadzieję, że nie będzie mi miała za złe.
wtorek, 12 lipca 2011
gotycki gryzoń
dla Dominiki. dojechał już na miejsce, więc może pokazać się i tutaj.
tildowy, z wełny i koronek. i pończochy też ma:]
zdjęcia są takie sobie, robione bardzo na szybko, tuż przed wysyłką uszastej.
tildowy, z wełny i koronek. i pończochy też ma:]
zdjęcia są takie sobie, robione bardzo na szybko, tuż przed wysyłką uszastej.
poniedziałek, 11 lipca 2011
Grunwald express.1.2
kolejne medievalsy, nie do końca ekspresowe.
kapturek Pauliny, jeszcze bez dziurek :]
wzór jest czternastowieczny, wyszywana na bawełnie bawełnianymi nićmi. chwościki i sznureczki tyż są bawełniane. całość wykonana w 100% ręcznie.
kapturek Pauliny, jeszcze bez dziurek :]
z czerwonej (nie takiej malinowej jak na zdjęciu) welny, na granatowej podszewce. 10 sukiennych guzików, czas wykonania - 2.5 h (kolejny rekord:]). maszynówka, ręczne wykończenia.
i jałmużniczka Basi. tutaj czas wykonania był zdecydowanie dłuższy, coś około 65 h. z przebojami i przygodami, ale się udało. mam nadzieję, że właścicielka będzie zadowolona:]
| widok na całość |
| i zbliżenie na ściegi |
sobota, 9 lipca 2011
Grunwald express
pobiłam dziś życiowy rekord w szyciu na czas. sukienka od stadium 5 metrów lnu do stadium gotowa do założenia - 6h 45m. szyta maszynowo (żeby nie było), wykończona ręcznie.
do kompletu powstaje jeszcze kapturek.
Paulina chyba jest zadowolona:], suknię przed chwilą odebrała.
ale żeby nie było tak różowo, odezwał się mój feler - dół jak zwykle jest krzywo podcięty. szczęśliwie za długo, niż za krótko, ale jednak nie jest doskonały.
zdjęcia takie sobie, robione na szybko na drzwiach. suknia jeszcze z nieobciętymi nitkami, wygnieciona, w mydle i bez sznureczka.
ale i tak jestem z siebie szalenie dumna:]
do kompletu powstaje jeszcze kapturek.
| zbliżenie na dziurki. w sumie w sukni są 22. |
| i cała suknia. zdjęcie niewyględne, kieca wygnieciona i w mydle jeszcze. |
ale żeby nie było tak różowo, odezwał się mój feler - dół jak zwykle jest krzywo podcięty. szczęśliwie za długo, niż za krótko, ale jednak nie jest doskonały.
zdjęcia takie sobie, robione na szybko na drzwiach. suknia jeszcze z nieobciętymi nitkami, wygnieciona, w mydle i bez sznureczka.
ale i tak jestem z siebie szalenie dumna:]
piątek, 8 lipca 2011
pozytywności
kurcze, same pozytywności mnie ostatnio spotykają, tak że wróciła mi wiara w ludzi. czasem potrzebny jest taki pozytywny zastrzyk, mimo że wszystko niby jest ok.
miałam spory problem z transportem mojej magicznej przesyłki z Kostrzyna nad Odrą do domu, w pewnej chwili wydało mi się to prawie niemożliwe. poprosiłam kilka osób o przysługę, niektórych nawet nie poznałam jeszcze nawet osobiście i odzew szczerze mówiąc przerósł moje oczekiwania. Jesteście fantastyczni! na prawdę!
a Ryba to już w ogóle mój idol jest. i czapka batmana na niego czeka:]
nie jedziemy na Grunwald w tym roku, po części dlatego że nie dopilnowaliśmy urlopów, po części natomiast dlatego, że chyba muszę od tego wszystkiego odpocząć. jednak troska i reakcje przyjaciół na tę wieść zaskakują mnie bardzo pozytywnie.tak jak napisałam przed chwilą, czasem potrzebny jest taki pozytywny zastrzyk i poczucie, że jednak jest się komuś potrzebnym:]
myślałam, że w tym roku nie będę szyła niczego na ostatnią chwilę, jak to zazwyczaj ma miejsce. w końcu zostajemy w domu, więc nie potrzebujemy nowych ciuchów. jednak dostałam zlecenie na wczoraj i dziergam suknię przeuroczej Paulinie. i kurcze, to jest to, czego mi brakowało. początek lipca i obszywanie dziurek nocą :D
zdjęcia nowych mediewalsów pojawią się jak tylko je skończę.
suknia Pauliny i kapturek do zestawu, jałmużniczka Basi i purpoint (szyty dla pana męża, który jednak trafi do Roberta).
miałam spory problem z transportem mojej magicznej przesyłki z Kostrzyna nad Odrą do domu, w pewnej chwili wydało mi się to prawie niemożliwe. poprosiłam kilka osób o przysługę, niektórych nawet nie poznałam jeszcze nawet osobiście i odzew szczerze mówiąc przerósł moje oczekiwania. Jesteście fantastyczni! na prawdę!
a Ryba to już w ogóle mój idol jest. i czapka batmana na niego czeka:]
nie jedziemy na Grunwald w tym roku, po części dlatego że nie dopilnowaliśmy urlopów, po części natomiast dlatego, że chyba muszę od tego wszystkiego odpocząć. jednak troska i reakcje przyjaciół na tę wieść zaskakują mnie bardzo pozytywnie.tak jak napisałam przed chwilą, czasem potrzebny jest taki pozytywny zastrzyk i poczucie, że jednak jest się komuś potrzebnym:]
myślałam, że w tym roku nie będę szyła niczego na ostatnią chwilę, jak to zazwyczaj ma miejsce. w końcu zostajemy w domu, więc nie potrzebujemy nowych ciuchów. jednak dostałam zlecenie na wczoraj i dziergam suknię przeuroczej Paulinie. i kurcze, to jest to, czego mi brakowało. początek lipca i obszywanie dziurek nocą :D
zdjęcia nowych mediewalsów pojawią się jak tylko je skończę.
suknia Pauliny i kapturek do zestawu, jałmużniczka Basi i purpoint (szyty dla pana męża, który jednak trafi do Roberta).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
