Pokazywanie postów oznaczonych etykietą medieval. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą medieval. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 lipca 2014

powiedzmy, że Medieval w pracy

impreza grunwaldzka w pracy.
od Grunwu się nie ucieknie, mimo, że nie jeździmy od pamiętnego rocznicowego.
zatem mroczyłam w starożytnej kiecy, w którą ku memu wielkiemu zdziwieniu jeszcze się mieszczę :), i równie starożytnym mężowskim mieczem.  

samozwańcza, bibliotekarska Joanna d"Arc. lol.

impreza wyszła zadziwiająco dobrze.
i co najstraszniejsze, mam ochotę na jakąś historyczną imprezę (co wiązałoby się z ciężkim i intensywnym szyciem, gdyż już praktycznie nie mamy ciuchów). dylematy, dylematy

niedziela, 10 marca 2013

medieval na szydełku

szybka bardzo robótka, dwa popołudnia zaledwie.
zdjęcia paskudne, bo z ręki , i z użyciem lustra (hipsta mode).





płatny wzór dostępny jest na Raverly (sir knight helmet), jednak spokojnie można poradzić sobie bez.

technicznie:
najtańszy akryl (1.4 kłębka), szydełko nr 5


piątek, 6 lipca 2012

statystyki

odkryłam statystyki w ustawieniach bloggera. i jestem zachwycona słowami kluczowymi po których przekierowuje ludków do mojego bloga.
oprócz standardowych "steampunk", "jałmużniczka", "stalowy gorset" czy zupełnie banalnego "szoszonka" ewentualnie "szoszonka blog" mam też cudeńka.

"jak zepsuć piekarnik" mnie rozczulił, ale na łopatki powaliła mnie taka fraza:  "kulka proteinowa na nitce"

tymczasem szyje się i dzierga również. szyje się rudy dublet a dzierga chusta z kroplami rosy z dawno temu zakupionej estońskiej wełny.
jutro wybywamy zaś  na Heńka, na koncert mojego nowego-starego objawienia muzycznego.


poniedziałek, 25 czerwca 2012

dzieje się

żeby nie było, po kontrowersjach związanych z niebiesko-czerwonym kapturem nie zaprzestałam produkcji ubranek.
mam zamówiony dublet - pierwszy od dwóch lat! (troszkę mam stracha) i szyję sobie nowy projekt.
o taki:


wtorek, 5 czerwca 2012

wszelka zbieżność jest przypadkowa

czyszczę ostatnio szafę z tkaninami, a żeby nie wystawiać na popularnym portalu aukcyjnym kawałków tkanin przerabiam je na drobne elementy ubioru - czyli najczęściej kaptury (o których już tu pisałam i pokazywałam), ale również nogawiczki, skarpetki, trochę bielizny (gacie w dwóch rodzajach i koszule). nie mam tylko serca do giezeł:]
jako, że przerabiam resztki po poprzednich projektach, kawałki wełen, które mam do dyspozycji są raczej niewielkie. Kaptury szyję zawsze z podszewką i chcę żeby były rekonstrukcjami - zatem zestawy kolorystyczne muszą być jak najbardziej kontrastowe.
tak tez powstał kapturek beżowo-niebieski i niebiesko-czerwony (a w produkcji mam jeszcze szaro-czerwony, niebiesko-brązowy, kremowo-czerwony i kremowo-niebieski).
z tego co wiem, wzory z epoki, jak i zestawienia kolorystyczne (szeroko przecież opisywane w literaturze fachowej) nie są objęte ochroną prawa autorskiego.
jak myślicie, moi nieliczni czytacze?

niedziela, 3 czerwca 2012

by ciepło było

pogoda nie rozpieszcza, a moje zasoby wełen są nieprzebrane. :]
stąd też kolejnym cieplejszy kaptur. niebieska wełna (średniej grubości, ale bardzo zbita więc i ciepła) podszyta czerwonym lnem. wszystko szyte absolutnie ręcznie, w zaledwie dwa wieczory przy Castlu (polecam serial, jest świetny)

kaptur szuka nowego domu^^


piątek, 1 czerwca 2012

festiwal kapturów

mimo, że w tym roku znowu nie wybieramy się na Grunwald i chyba na żadną inną medievalną imprezę szyję z doskoku:] nie ma to jak gorączka w oczach i szycie po nocach.^^

obszywam resztki z moich przepastnych zapasów wełen (o  dziwo lnów znowu mam bardzo mało, a zazwyczaj bywało odwrotnie) i przekształcam je w kaptury. jeden już skończony i znalazł nowego właściciela dość szybko. kolejne dwa w trakcie szycia i jeszcze dwa wykrojone czekają na swoją kolej. a co tam, zakapturzę się w tym roku:]

beżowa wełna z wyraźnym splotem i niebieska lniana podszewka. szyty ręcznie oczywiście.

środa, 13 lipca 2011

grunwald ekspress. zaległe zdjęcie

dziś zaległe zdjęcie sukni, którą szyłam w zeszłym sezonie.
prosta, ośmioczęściowa (plus rękawy) sznurowana z przodu. szyło mi się ja idealnie, nawet mimo sztukowania resztek w klinie z tyłu:]

zdjęcie niecnie ściągnęłam z albumu Moniki, mam nadzieję, że nie będzie mi miała za złe.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Grunwald express.1.2

kolejne medievalsy, nie do końca ekspresowe.

kapturek Pauliny, jeszcze bez dziurek :]

z czerwonej (nie takiej malinowej jak na zdjęciu) welny, na granatowej podszewce. 10  sukiennych guzików, czas wykonania - 2.5 h (kolejny rekord:]). maszynówka, ręczne wykończenia.

i jałmużniczka Basi. tutaj czas wykonania był zdecydowanie dłuższy, coś około 65 h. z przebojami i przygodami, ale się udało. mam nadzieję, że właścicielka będzie zadowolona:]

widok na całość

i zbliżenie na ściegi

 wzór jest czternastowieczny, wyszywana na bawełnie bawełnianymi nićmi. chwościki i sznureczki tyż są bawełniane. całość wykonana w 100% ręcznie.

sobota, 9 lipca 2011

Grunwald express

pobiłam dziś życiowy rekord w szyciu na czas. sukienka od stadium 5 metrów lnu do stadium gotowa do założenia - 6h 45m. szyta maszynowo (żeby nie było), wykończona ręcznie.
do kompletu powstaje jeszcze kapturek.

zbliżenie na dziurki. w sumie w sukni są 22.

i cała suknia. zdjęcie niewyględne, kieca wygnieciona i w mydle jeszcze.
Paulina chyba jest zadowolona:], suknię przed chwilą odebrała.
ale żeby nie było tak różowo, odezwał się mój feler - dół jak zwykle jest krzywo podcięty. szczęśliwie za długo, niż za krótko, ale jednak nie jest doskonały.
zdjęcia takie sobie, robione na szybko na drzwiach. suknia jeszcze z nieobciętymi nitkami, wygnieciona, w mydle i bez sznureczka.
ale i tak jestem z siebie szalenie dumna:]

piątek, 8 lipca 2011

pozytywności

kurcze, same pozytywności mnie ostatnio spotykają, tak że wróciła mi wiara w ludzi. czasem potrzebny jest taki pozytywny zastrzyk, mimo że wszystko niby jest ok.
miałam spory problem z transportem mojej magicznej przesyłki z Kostrzyna nad Odrą do domu, w pewnej chwili wydało mi się to prawie niemożliwe. poprosiłam kilka osób o przysługę, niektórych nawet nie poznałam jeszcze nawet osobiście i odzew szczerze mówiąc przerósł moje oczekiwania. Jesteście fantastyczni! na prawdę!
a Ryba to już w ogóle mój idol jest. i czapka batmana na niego czeka:]
nie jedziemy na Grunwald w tym roku, po części dlatego że nie dopilnowaliśmy urlopów, po części natomiast dlatego, że chyba muszę od tego wszystkiego odpocząć. jednak troska i reakcje przyjaciół na tę wieść zaskakują mnie bardzo pozytywnie.tak jak napisałam przed chwilą, czasem potrzebny jest taki pozytywny zastrzyk i poczucie, że jednak jest się komuś potrzebnym:]
myślałam, że w tym roku nie będę szyła niczego na ostatnią chwilę, jak to zazwyczaj ma miejsce. w końcu zostajemy w domu, więc nie potrzebujemy nowych ciuchów. jednak dostałam zlecenie na wczoraj i dziergam suknię przeuroczej Paulinie. i kurcze, to jest to, czego mi brakowało. początek lipca i obszywanie dziurek nocą :D
zdjęcia nowych mediewalsów pojawią się jak tylko je skończę.
suknia Pauliny i kapturek do zestawu, jałmużniczka Basi i purpoint (szyty dla pana męża, który jednak trafi do Roberta).

środa, 22 czerwca 2011

turniej wziął w łeb

a raczej moja i małżonka bytność na turnieju, z powodu radosnego zakrzepu, który objawił się wczoraj był w moim podudziu lewym. a już szpilki nowe do namiotu kupiłam i dublet nowy panu mężowi poczyniłam byłam również. (i ładny jest). a tu zonk i heparyna.
poczytam coś i pewnie poszyję, wyśpię się i wynudzę. super sprawa.
jeszcze jeden zonk taki, że nie odbiorę paczki z nomen omen Krosna (nad Odrą).

środa, 15 czerwca 2011

rusted from the rain

mam niechęć do wszystkiego, taki nic-mi-się-nie-chcizm. momentami nawet przerażająco bardzo nie mam ochoty odpalić kompa po pracy. bez motywacji żadnej zupełnie.

medievalsy powoli się dzieją, zdjęć chwilowo nie będzie. standardowo wykańczanie zamówień za pięć dwunasta i za dwa dwunasta szycie po nocach własnych lub małżonkowych ciuchów.

w tym sezonie pojedziemy chyba tylko na jeden turniej, do Międzyrzecza. za tydzień a ja jak zwykle z szyciem jestem jeszcze daleko w lesie. po turnieju wyprz medievalsów.

jutro egzamin w kuratorium - trzymajcie kciuki.

świetne gitary

środa, 16 marca 2011

nowe wrzeciono

dogadałam się z nowym wrzecionem.
jest bardzo lekkie, przędzie się na nim cieniutkie nici. po poważnej rozmowie kręci się ładnie i dość długo. jestem zadowolona z zakupu.





na zdjęciach merynos na nowym wrzecionie. mam w planie ukręcić go w 3ply (z tego toffi, który właśnie jest w produkcji plus beżowy i capuccino; każdego mam po 100gram)



---------------------------------------------------------
na podstronie nowa porcja kolczyków. wybierajcie:]

poniedziałek, 14 marca 2011

czas na nowe wrzeciono - progres

dziś, fantastycznie zapakowane, przybyło do mnie moje nowe wrzeciono:]
produkcji Apaczomira.
jeszcze go nie wypróbowałam, ostatnimi czasy spędzam dni w łóżku. jakieś choróbsko mi się pryzplątało.

nie mam też jeszcze własnych zdjęć nowego nabytku, dlatego też posłużę się zdjęciem producenta.

moje to nr4. dębowe:]

poniedziałek, 28 lutego 2011

rozeznanie w materiale

właśnie skończyłam przegląd zasobów tkanin:] nic, nic nie kupuję:] mam tyle tkanin w szafie i w skrzyni, że chyba nic się już nie zmieści. o dziwo, jak nigdy, brakuje mi lnów, za to wełny ci u mnie dostatek.
stąd pomysł na drugi pourpoint małżonka. pierwszy, nie najgorszy:], jednak nie jest doskonały, zatem mam plan zrobić drugi. wypatrzyłam już w moich zbiorach ładny kawałek rudej wełny:] tylko nieco przeraża mnie wizja ponownego szycia 70 guzików i obszywania dziurek.
przymierzyłam również wszystkie moje suknie i co najdziwniejsze trzeba je pozwężać! jupi! okazało się również, że w amoku przed G10 trochę za mocno poobcinałam doły sukien.
czerwony surcot straci futro. nie wygląda z nim najlepiej, nie wiem jeszcze czym zastąpię szerokie obszycia z norek (które na marginesie strasznie linieją).
mam w zapasie jeszcze 4 metry czerwonego lnu i chyba to będzie materiał na jedyna moją nową suknię.
małżonkowi z kolei, jak co roku, przydadzą się nowe nogawice i spodnie z saczkiem. heh, nie lubię szyć męskich ciuchów.
z wyzwań krawieckich mam gorset i kilka wikińskich ubrań:] no i buty:]:]:] skóra na nie leży w szafie już trochę ponad rok.
żeby poprawić sobie finanse (nie mam jeszcze lepszej pracy, niestety) wyprzedaje książki na allegro i składam biżuterię. zatem, jeśli ktokolwiek ma ochotę na filcowo-kulkowe kolczyki zapraszam:]

dzis też w ramach eksperymentów medieval w kuchni upiekłam chleb żytni z miodem. studzi sie teraz i pachnie oszałamiająco. mam nadzieję, że ten egzemplarz będzie nieco bardziej kompatybilny z rzeczywistością aniżeli poprzedni, który w sumie smakował doskonale, ale wyszedł w dość twardej skorupie. małżonek stwierdził, że to był krasnoludzki chleb oblężniczy.

środa, 23 lutego 2011

medieval return

jakoś tak się porobiło, że chcemy jechać na Międzyrzecz w tym roku. Szwecja nie wypali niestety.
w związku z Międzyrzeczem mam zamiar uszyć małżonkowi drugi pourpoint. przy pierwszym popełniłam sporo błędów, teraz wiem jak się ich ustrzec (mam nadzieję), ale też kilak rzeczy pozostaje niejasnych:] niektóre elementy mam plan nieco udoskonalić, tak by w rezultacie małzonek mógł zadawać szyku.
czerwona elektorka wyszła natomiast bajecznie. (mimo że jeden rękaw jest minimalnie krzywy).
muszę pomyśleć jeszcze nad moimi kieckami.


rozkręcam się również w  kolczykowych wyzwaniach:]

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

tilda. sesja w medievalu

szperałam ostatnio w sieci w poszukiwaniu inspiracji niekoniecznie w medievalu. poprzez blog Rity trafiłam nato forum a na nim na topik o Tildach. połaziłam po sieci, trafiłam na miliony tutoriali, a że estetyka Tild szalenie przypadła mi do gustu właśnie produkuję moją pierwszą lalkę.
będzie dość duża, (spory szablon mi się rozrysował), ruda i nawiązująca do moich, niestety już zarzuconych, dawnych aktywności, które sprawiały mi mnóstwo frajdy.
zdjęcia wkrótce.

kumpela zaczęła produkować moją sesję w medievalu. na razie na szybko i pod blokiem, ale wyszło zacnie. czeka nas jeszcze ciąg dalszy w blachach i reszcie cywilków.


poniedziałek, 26 lipca 2010

przędę :]

nadal przędę, co by wspomóc Ritę i jej kram tekstylny na tegoroczny Wolin. zbyt wiele tego nie będzie, niestety. plon kolejnych dwóch dni fruwającego wrzeciona:



na tegorocznym Grunwaldzie otrzymałam wspaniały prezent od Pawła. Kościany igielnik z zawartością! igiełki są idealne do naailbindingu.

czwartek, 22 lipca 2010

tour de Grunwald. po.

zdjęcie Marty

wróciliśmy. po tygodniowym skwarze i niedzielnej powodzi. przebiliśmy się przez mega korek i woodstockowe błoto przed obozem oraz pokonaliśmy górę śmieci. turystom, jak co roku, zabrakło wyobraźni, stąd gromy na organizatorów w prasie. dla mnie, rekonstruktora, to był chyba najlepszy Grunwald od 2003.


tradycyjnie odbywały się warsztaty terapii zajęciowej



ze względu na upały mroczyliśmy w bieliźnie. zdjęcie Ryby