jest sierpień, jestem po miesiącu pracy w bankowości/IT i wiem, że to nie dla mnie. zdecydowanie nie. szkoda trochę, gdyż zabezpieczenie socjalne i pieniądze są niezłe, ale nie ma sensu się męczyć.
znaczy się szukam pracy. znowu (byt zapewniony do końca września)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 11 sierpnia 2015
środa, 25 lutego 2015
takie tam
źle się dzieje w państwie duńskim...
ale przynajmniej się dzierga. dużo się dzierga, bo za chwilę zjazd dollfowy we stolicy. i kolejne dollfowe miłości na horyzoncie, a w skarbonce zieje pustką.
astma się zaostrzyła, ciężko oddychać
ale przynajmniej się dzierga. dużo się dzierga, bo za chwilę zjazd dollfowy we stolicy. i kolejne dollfowe miłości na horyzoncie, a w skarbonce zieje pustką.
astma się zaostrzyła, ciężko oddychać
piątek, 3 października 2014
MPD Babette
no i się stało. totalne szaleństwo. pół roku pracy w empiku, (wydatek kosmiczny) ale zrobiłam to.
kupiłam dollfa.
oczywiście, musiałam nieco wtopić.
dollfie pochodzi z zamkniętej już, polskiej manufaktury MPD (Marti Presents Dolls). Ma rok, jest z drugiej ręki. ma piękny kolor żywicy. i piękną twarz. ale mocno niedopracowane ciało. będzie wymagało wiele pracy i podejrzewam, że profesjonalnej modyfikacji, by nadać mu więcej stabilności. dzięki mojej panice i totalnemu załamaniu niedoskonałościami ciała poznałam na żywo fantastyczna dziewczynę z dollfowego forum, która wielce mi pomogła :)
tymczasem twarz.. twarz jest piękna.
dziś dotarła do mnie z makijażu u niezwykłej artystki Shaiel
zdjęcia są autorstwa artystki, mam za słabe światło, żeby machnąć własne. Oczy również nie należą do mnie.
dollf to mój pierwszy, w rozmiarze SD (a chciałam drobną dziewczynkę, tak maksymalnie 40-45 cm, jasne :) ), ale nie ostatni.
kupiłam dollfa.
oczywiście, musiałam nieco wtopić.
dollfie pochodzi z zamkniętej już, polskiej manufaktury MPD (Marti Presents Dolls). Ma rok, jest z drugiej ręki. ma piękny kolor żywicy. i piękną twarz. ale mocno niedopracowane ciało. będzie wymagało wiele pracy i podejrzewam, że profesjonalnej modyfikacji, by nadać mu więcej stabilności. dzięki mojej panice i totalnemu załamaniu niedoskonałościami ciała poznałam na żywo fantastyczna dziewczynę z dollfowego forum, która wielce mi pomogła :)
tymczasem twarz.. twarz jest piękna.
dziś dotarła do mnie z makijażu u niezwykłej artystki Shaiel
zdjęcia są autorstwa artystki, mam za słabe światło, żeby machnąć własne. Oczy również nie należą do mnie.
dollf to mój pierwszy, w rozmiarze SD (a chciałam drobną dziewczynkę, tak maksymalnie 40-45 cm, jasne :) ), ale nie ostatni.
sobota, 18 stycznia 2014
ratunku, co robić
coś mi się skopało w przegladarce?/blogspocie?
w każdym razie nie widzę gadżetu z facebooka ani panelu nawigacyjnego w górnym pasku.
ratunku, co robić?
w każdym razie nie widzę gadżetu z facebooka ani panelu nawigacyjnego w górnym pasku.
ratunku, co robić?
środa, 27 listopada 2013
w pierścieniu ognia
nie mogło być pięknie (skoro ogarniam dwie prace i sprawia mi to radość) coś się musiało pokrzaczyć. i się pokrzaczyło dziś rano, gdy turlając się do pracy nr 2 spadłam z krawężnika (niebotyczne 10 cm) i skręciłam kostkę. radośnie podreptałam do roboty, odstałam swoje za pultem (niczym żena) i zaliczyłam wizytę na izbie przyjęć. jak to na izbie, nikomu się nie spieszyło, pan ortopeda mnie obmacał (całe 7 sekund) i orzekł, że owszem skręcona jest kostka moja, ale generalnie to nic mi nie jest. (a boli i spuchła). i mam teraz zagwozdkę co by tu uczynić. truptać do prac nr 1 i 2 czy kopnąć się do POZu po L4?
zaliczyłam również kino z mamą.
i zapatrzyłam się na dziergadełka z Igrzysk Śmierci, części drugiej.
zdjęcie z internetów. i nawet włóczkę mam, i druty grube. aż sobie poeksperymentuję :)
zaliczyłam również kino z mamą.
i zapatrzyłam się na dziergadełka z Igrzysk Śmierci, części drugiej.
czwartek, 30 maja 2013
włóczkowo
promocja na włóczki Dropsa :D co prawda kończy się jutro, ale to chyba nie było jeszcze moje ostatnie zakupowe słowo.
z alpaki będzie color affection
z estońskiej - wydziegałam już jeden tęczowy szalik (tym razem do Australii), troszkę mi jeszcze zostało, nie mam na razie pomysłu co z niej zrobić.
swoją drogą, wszystkim którzy szukają kauni serdecznie polecam sprzedawcę z allegro (gosia-samosia). prześwietny kontakt, a za zwłokę w wysyłce dostałam gratisowy motek.
z alpaki będzie color affection
z estońskiej - wydziegałam już jeden tęczowy szalik (tym razem do Australii), troszkę mi jeszcze zostało, nie mam na razie pomysłu co z niej zrobić.
swoją drogą, wszystkim którzy szukają kauni serdecznie polecam sprzedawcę z allegro (gosia-samosia). prześwietny kontakt, a za zwłokę w wysyłce dostałam gratisowy motek.
na drutach teraz mam szaliczek, lekko ażurowy we wzór liści z czystej szarej alpaki, która została mi po pasiastym szaliku pana męża.
z innych spraw - wychodzi na to, że mam Hashimoto.
niedziela, 13 stycznia 2013
challenge accepted
nadal jest mi smutno. tak w środku nie mam motywacji do niczego ani nie mam też mojej wewnętrznej radości. mam za to jakieś dziwne lęki i strachy. paraliżujące uczucie i bardzo bardzo nie dobre.
potrzebuję zmian, między innymi zmiany pracy.
wydawałoby się, że biblioteka to takie spokojne miejsce dla nerdów, okazuje się jednak, że zupełnie nie. nie mam już chyba siły, żeby pracować dalej w tym miejscu.
skończyłam mój golden wheat cardigan. wzór prosty, udziergu szybko przybywa, i jak się dobrze zastanowić i zrobić próbki spokojnie można samemu wykombinować co i jak.
czekam na dostawę w magicloopie, dostałam bowiem bardzo miły prezent urodzinowy w postaci dwunastoprocentowego rabatu i zamierzam go wykorzystać.
technicznie na mój pierwszy w życiu samodzielnie udziergany sweter poszło:
włóczka: Nepal Drops, 13 motków (11 szarych, 2 czerwone)
rozm. L
druty: 4 i 5 KP
brakuje mi jeszcze tylko guzików. zdjęcia też się pojawią
natomiast tytułowe wyzwanie to sweter dla pana męża.
ma być z golfem, ma być prosty i ciepły.
będę raportować postępy.
potrzebuję zmian, między innymi zmiany pracy.
wydawałoby się, że biblioteka to takie spokojne miejsce dla nerdów, okazuje się jednak, że zupełnie nie. nie mam już chyba siły, żeby pracować dalej w tym miejscu.
skończyłam mój golden wheat cardigan. wzór prosty, udziergu szybko przybywa, i jak się dobrze zastanowić i zrobić próbki spokojnie można samemu wykombinować co i jak.
czekam na dostawę w magicloopie, dostałam bowiem bardzo miły prezent urodzinowy w postaci dwunastoprocentowego rabatu i zamierzam go wykorzystać.
technicznie na mój pierwszy w życiu samodzielnie udziergany sweter poszło:
włóczka: Nepal Drops, 13 motków (11 szarych, 2 czerwone)
rozm. L
druty: 4 i 5 KP
brakuje mi jeszcze tylko guzików. zdjęcia też się pojawią
natomiast tytułowe wyzwanie to sweter dla pana męża.
ma być z golfem, ma być prosty i ciepły.
będę raportować postępy.
sobota, 5 stycznia 2013
jak u Hitchcocka. zaczyna się od trzęsienia ziemi.
bez tytułu.
dwa tysiące trzynasty przejął się chyba tym, że dwa tysiące dwunasty nie był taki najgorszy i zaczyna się z fajerwerkami. przez te kilka dni trzymałam się dzielnie, natomiast dziś co we mnie pękło i się rozpadłam.
wzięłam kilka dni urlopu z pracy na pozbieranie się. za dużo mam w głowie, za dużo myślę i ciało zaczęło mi strajkować.
muszę zmienić pracę.
mam kilka zaległych postów, którymi się teraz zajmę, krosna do tkania, sweter do skończenia i czapkę do wydziergania. kroi się też kolejny sweter dla koleżanki i może takiż sam dla mnie.
w tym roku postanowiłam również czynnie zadziałać w wyzwaniu 52 książki na 52 tygodnie. wątpie, że dotrę do 52 na liczniku, alem ciekawa ile dam radę przeczytać.
1/52 Andriej Diakow, Do światła
(bardzo dobra fantastyka)
2/52 Janusz Korczak, Jak kochać dziecko
(mimo upływu lat nadal aktualna. tak na prawdę jest w niej wszystko, co można znaleźć w nowoczesnych poradnikach.
dwa tysiące trzynasty przejął się chyba tym, że dwa tysiące dwunasty nie był taki najgorszy i zaczyna się z fajerwerkami. przez te kilka dni trzymałam się dzielnie, natomiast dziś co we mnie pękło i się rozpadłam.
wzięłam kilka dni urlopu z pracy na pozbieranie się. za dużo mam w głowie, za dużo myślę i ciało zaczęło mi strajkować.
muszę zmienić pracę.
mam kilka zaległych postów, którymi się teraz zajmę, krosna do tkania, sweter do skończenia i czapkę do wydziergania. kroi się też kolejny sweter dla koleżanki i może takiż sam dla mnie.
w tym roku postanowiłam również czynnie zadziałać w wyzwaniu 52 książki na 52 tygodnie. wątpie, że dotrę do 52 na liczniku, alem ciekawa ile dam radę przeczytać.
1/52 Andriej Diakow, Do światła
(bardzo dobra fantastyka)
2/52 Janusz Korczak, Jak kochać dziecko
(mimo upływu lat nadal aktualna. tak na prawdę jest w niej wszystko, co można znaleźć w nowoczesnych poradnikach.
Etykiety:
52 książki na 2013,
druty,
o wszystkim i niczym,
problemy
wtorek, 5 czerwca 2012
wszelka zbieżność jest przypadkowa
czyszczę ostatnio szafę z tkaninami, a żeby nie wystawiać na popularnym portalu aukcyjnym kawałków tkanin przerabiam je na drobne elementy ubioru - czyli najczęściej kaptury (o których już tu pisałam i pokazywałam), ale również nogawiczki, skarpetki, trochę bielizny (gacie w dwóch rodzajach i koszule). nie mam tylko serca do giezeł:]
jako, że przerabiam resztki po poprzednich projektach, kawałki wełen, które mam do dyspozycji są raczej niewielkie. Kaptury szyję zawsze z podszewką i chcę żeby były rekonstrukcjami - zatem zestawy kolorystyczne muszą być jak najbardziej kontrastowe.
tak tez powstał kapturek beżowo-niebieski i niebiesko-czerwony (a w produkcji mam jeszcze szaro-czerwony, niebiesko-brązowy, kremowo-czerwony i kremowo-niebieski).
z tego co wiem, wzory z epoki, jak i zestawienia kolorystyczne (szeroko przecież opisywane w literaturze fachowej) nie są objęte ochroną prawa autorskiego.
jak myślicie, moi nieliczni czytacze?
jako, że przerabiam resztki po poprzednich projektach, kawałki wełen, które mam do dyspozycji są raczej niewielkie. Kaptury szyję zawsze z podszewką i chcę żeby były rekonstrukcjami - zatem zestawy kolorystyczne muszą być jak najbardziej kontrastowe.
tak tez powstał kapturek beżowo-niebieski i niebiesko-czerwony (a w produkcji mam jeszcze szaro-czerwony, niebiesko-brązowy, kremowo-czerwony i kremowo-niebieski).
z tego co wiem, wzory z epoki, jak i zestawienia kolorystyczne (szeroko przecież opisywane w literaturze fachowej) nie są objęte ochroną prawa autorskiego.
jak myślicie, moi nieliczni czytacze?
niedziela, 23 stycznia 2011
niedziela to nie jest dzień na przędzenie
jak w temacie. niedziela to nie jest dzień na przędzenie. chciałam się zrelaksować przy kołowrotku, a mam mnóstwo wełny do przerobienia, i tej surowej i merynosa i luksusowej alpaki oraz baby alpaki. (co prawda alpak boję się ruszać, takie są fantastyczne i nie chcę ich zniszczyć). wyciągnęłam kołowrotek, przygotowałam sobie wełnę i zaczęłam kręcić. i było gorzej niźli wtedy, gdy zaczynałam nauki u Eli. nie ukręciłam nawet pięćdziesięciu metrów. nić nie sprzędłam, gdyż nawet na szpulkę kołowrotka nie mogłam lidera nawinąć. rwało się wszystko i w każdym momencie. jedna wielka masakra.
mam nadzieję, że w poniedziałek będzie lepiej.
mam nadzieję, że w poniedziałek będzie lepiej.
sobota, 6 listopada 2010
szal estoński. problemy 2./ zaległe zdjęcia
Subskrybuj:
Posty (Atom)







